Translator języka kobiet - Matt Mayewski
Matt Mayewski jest autorem dwóch wydań elektronicznych (beletrystyka): “Translator języka kobiet” oraz “Kroniki serwisów społecznościowych”.
STRESZCZENIE:
Czy od serwisów randkowych można się uzależnić? Co się dzieje, kiedy przekroczy się magiczną granicę między szukaniem, żeby znaleźć, a szukaniem dla samego szukania idealnej partnerki? Czy istnieje uniwersalny kod językowy, dzięki któremu można zdobyć kobietę? Milion pytań i jedna odpowiedź, którą każdy znajdzie dla siebie w “Translatorze języka kobiet” .
“Translator …” to książka pół żartem, pół serio. To historia człowieka, który poznał język kobiet, ale nie potrafił ich zrozumieć. Przeczytaj i dowiedz się, co kobiety mogą zrobić z mężczyzną i co mężczyzna może zrobić kobietom. Poznaj historię, która może być także twoją historą … a może już w niej jesteś …?

Złodziej gumy - Douglas Coupland
Czy czuliście się kiedyś jak szaro-zielony ufoludek wśród reniferów? I nie chodzi mi o kosmitę który wygląda jak smark z gluta i jedyne co ma rozśmieszyć widownię. Gdy przemierzamy wieczorem centrum handlowe w przedświątecznym czasie, nawet na samym początku grudnia i mamy chwilę czasu by popaść w zadumę czynimy ciekawe obserwacje. Ja czynię. Bo czy wy biegacie w zakupowym amoku czy też obserwujecie - tego nie wiem.
Widzę wtedy zmęczone twarze ludzi złapanych w pułapkę komercji świąt. Zmęczone twarze z przyklejonym uśmiechem mechanicznego robota. Nieciekawa praca tak kilka godzin „na kasie” czy w innym miejscu. Tłumy klientów, robiących zakupy. Bądź miły. Powtarzaj formułki. Dziś specjalnie by sprawdzić dwa razy robiłem zakupy w jednym sklepie. Dwa razy poszedłem do tej samej kasy. Dwa razy do tej samej dziewczyny. Dwa razy usłyszałem „Życzę miłego dnia. Zapraszamy ponownie.”
Poczułem się dziwnie. Jak kosmita, nie jak człowiek. Poczułem się dziwnie, bo wszelaka radość zastąpiona została ostatnimi czasy grzecznością i całym tym udawaniem, że jest lepiej niż jest na prawdę. Złudzenie szczęścia generowane dzięki reklamom. Kup XXX będziesz młodszy, piękniejszy, szczęśliwszy. Kup YYY a będziesz szczęśliwszy, piękniejszy, młodszy. Surogaci. Udajesz kim nie jesteś i udajesz, że jesteś zadowolony, radosny, szczęśliwy.

Opowiadania - Nowa Fantastyka 12/2011
Osobny wpis poświęcam tym razem opowiadaniom, które znalazły się w grudniowej Nowej Fantastyce. Dwa zagraniczne i jedno polskie. Dwa mi się nie podobały (choć nie w równym stopniu niepodobania), a jedno tak. Zacznę więc od tych dwóch – czyli krytycznie, on najgorszego. By potem iść w kierunku coraz lepszych opowiadań.
Proza polska
Łukasz Orbitowski
– Wszystko o moich matkach
Muszę powiedzieć, że nie dobrnąłem do końca. I tak na prawdę nie wiem co autor miał na myśli. Jak cenię Orbitowskiego za jego felietonistykę i recenzje wszelakie, tak moim zdaniem opowiadania może sobie po prostu odpuścić. Zwłaszcza takie. Takie czyli jakie? Znów moim zdaniem napisze, nijakie. W założeniu „Wszystko o moich matkach” chyba miało być czymś z pogranicza weird i horroru bazującego na wspomnieniach i psyche. Ale do momentu co dotrwałem (czyli jakaś 1/3 opowiadania) po prostu nużyło mnie i usypiało… I w sumie tyle mogę konkretnie napisać o tym opowiadaniu „nużące i usypiające” - skutecznie.

Biegając z nożyczkami - Agusten Burroughs
- Powinieneś to opisać.
- Po co? I tak nikt w to nie uwierzy – powiedziałem.
- To prawda – przyznała. - Może lepiej będzie o tym wszystkim zapomnieć
I rzeczywiście. Trudno w to wszystko uwierzyć.
Nie lubię takich książek. Nie lubię czytać o takich rzeczach i takim życiu.
Ale TO się czyta samo. I od pierwszej do ostatniej strony moje myśli „Gdzie ja kurwa jestem? Chcę stąd wyjść!”, tak jak autor Biegając z nożyczkami. To opowieść o jego dzieciństwie.
Agusten Burroughs opisuje swoje życie z obłąkaną matką, pogrążającą się coraz bardziej w swoim szaleństwie.
Z ojcem alkoholikiem, który w końcu znika z jego życia całkowicie.
Agusten zabiera czytelników na przejażdżkę po swoim dorastaniu. Jest to jazda bez pasów bezpieczeństwa, bez poduszek amortyzacyjnych. Groźna i brutalna.

Corpus delicti – Juli Zeh
Wyobraźcie sobie świat doskonały, gdzie wyeliminowano choroby, zarazki, wirusy, wady genetyczne i wszystko złe co trawiło ludzkie ciała. Ludzie żyją zdrowi, szczęśliwi, nie muszą się zamartwiać nawet problemami genetycznymi, które mogą wynikać z nieodpowiednich związków. Szczęśliwi, że kontrole nad wszystkim sprawuje METODA, nieomylna, doskonała, stworzona by służyć ludzkości, jednostkom ludzkim, aby mogły nie zamawiać się problemami i po prostu szczęśliwie żyć.
Kraina wielkiej szczęśliwości.
A co gdy nieomylna METODA popełni błąd?
Corpus delicti autorstwa Julii Zeh bierze pod lupę idyllę panująca w społeczeństwie kontrolowanym przez METODĘ. Czy dobro wszystkich to także dobro jednostki? Czy statystycznie znikoma omylność metody jest do wybaczenia, nawet jeśli skutkiem METODY będzie śmierć niewinnej jednostki? Czy METODA jest lepsza od demokracji? Czy jednostka sprzeciwiająca się METODZIE jest wrogiem publicznym, którego należy unicestwić bez względu na stosowane metody i nieczyste zagrywki? Czy kontrola na każdym etapie życia i funkcjonowania w społeczeństwie jest wolnością? Ciągłe monitorowanie biochemii organizmu jednostki, wyników treningów i ćwiczeń fizycznych, unikanie używek, unikanie szkodliwych dla zdrowia substancji i sytuacji – brzmi jednak jak niewielka cena za pełną szczęśliwość.

Fantasy & SF - Wiosna 2011
Science Fiction to jedyna literatura, którą czytelnicy interesują się na tyle, by kraść ją z internetu – to myśl (nie moja), która kojarzyć mi się już nieodłącznie będzie z moim pierwszym spotkaniem z F&SF PL.
Jakoś nie przepadam za opowiadaniami. Nieczęsto po nie sięgam. Regularnie czytam Nowa Fantastykę, ale głównie ze względu na felietony i recenzje oraz inne ciekawostki. Opowiadania omijam i bardzo ale to bardzo rzadko czytuję. Podobnie sprawa ma się z antologiami. Wyjątkiem może są tu Kroki w Nieznane, pojawiające się rok w rok. Ale tutaj także opowiadania trawię pół na pół.
Więc sam siebie zadziwiłem sięgając w Empiku po polską edycję Fantasy & Science Fiction, numer wiosenny przyciągnęła mnie może niebieską cyberokładką, kilkoma nazwiskami na okładce jak i w spisie treści. A także może wydawcą – Powergraph. Dlaczego? Bo opowiadania (heh) Szczepana Twardocha wydane zostały w nowej serii wydawniczej „Kontrapunkty” właśnie przez Powergraph.

Tak jest dobrze - Szczepan Twardoch
Wcale nie jest dobrze…
Sześć opowiadań zamkniętych miedzy okładkami to czara pełna goryczy, refleksji i życia jakim nie chcielibyście żyć. Twardoch - doskonały obserwator życia prezentuje słabości ludzkie przeplatające się z miłością i samotnością. Pokazuje nam jak przeplata się historia ze współczesnością. Wyszukuje przyczyn naszego obecnego zachowania w wychowaniu i w tym co nas wcześniej spotkało. A do tego pokazuje przemiany jakie zachodzą w ludziach pod wpływem tych wcześniejszych przeżyć. Przeżyć realnych jak i niespełnionych pragnień.
Wizja ta często jest przerażająca. I choć wiemy, że karykaturalnie wyolbrzymiona to jednak straszy gdzieś z wierszy lub spomiędzy nich. Szpetota wylewa się strumieniem i kształtuje nasz świat tak jak w opozycji grafik w programie graficznym udoskonala idealna kobietę na okładkę pornograficznego pisma.

Teatr pamięci - Pablo De Santis
Dochodzę do wniosku, że każde spotkanie z literaturą inną niż anglosaska jest wartościowe. I tak było teraz w przypadku lektury niezbyt grubej książki argentyńskiego autora. Pozycja na jeden wieczór - Teatr pamięci - zapada w… pamięć. Pablo De Santis stworzył opowieść o lekarzu i tajemniczej fundacji stworzonej przez kontrowersyjnego Fabrizio która, powtórze za opisem na okładce, wyróżnia się atmosferą tajemniczości.
Fabuła niczym z rasowego thrillera - intryga zaczyna się w momencie, gdy pod opiekę neurologa Nigro trafia anonimowy pacjent. Po wypadku nie pamięta kim jest, kim był. Nikt go nie szuka, a jednocześnie ktoś chce go zabić. Cała, krótka (w przeciwieństwie do np. opasłych tomów poczytnego Stiega Larssona) powieść zmierza ku wyjaśnieniu zagadki na niespełna 140 stronach, nie pozwalając czytelnikowi na dłuższe przerwy.
Więc jeśli macie chwilę czasu i brakuje wam lektury z dreszczykiem na jeden wieczór - polecam.
