Zatopione Miasta - Paolo Bacigalupi

01/11/2012 By: GrafZero Kategoria: Fantastyka, Powieść, Science-Fiction, Thriller

zatopione-miasta-b-iext12830527.jpgTrupy wojny zawsze gniją tak samo.

Brudny i malowniczy obraz wojny, kiedyś w przyszłości (może). Brutalna i szybka akcja. Niewiele z Nakręcanej Dziewczyny czy Pompy numer 6 tutaj znajdziecie. To całkiem inny „klimat”. Niestety, moim zdaniem za dużo tego, co w Zatopionych Miastach, już było.

Owszem fajnie poczytać kolejną wizję wojny w umierającym świecie. Zwłaszcza, gdy jest wyśmienicie napisana. Akcja tętni. Bohaterowie jak i postacie z dalszego planu nie są papierowe, ale niemal z krwi i kości. Choć krwi co chwilę im ktoś upuszcza. Fajnie poobserwować motywacje, przemiany jak i stanowczość w postępowaniu. Rozumieć co motywuje i co kieruje poszczególnymi postaciami i jaki ich wcześniejsze relacje mają wpływ na przyszłe decyzje. Wszystko fajnie. Ale to już było.

Troszeczkę to zarzut pod kątem autora. Bo debiutem swoim mnie oczarował i poprzeczkę (sobie) postawił wysoko. Już fakt wydania w cyklu „Uczta Wyobraźni” o czymś musiał świadczyć. Tamte jego światy były jednak ciekawsze. Może dlatego, że mniej było biegania, unikania kul i strzelania. Oraz wojny samej w sobie. Bo wojna to nic ciekawego w tym sensie, że ci żołnierze z lewej strony zabijają tych żołnierzy z prawej strony. A cywili zabija ktokolwiek. I mimo czasem pojawiających się dylematów natury moralnej, powieści o wojnie zawsze będą mieć zawężony punkt widzenia. Zawężony = koncentrujący się na pewnych, typowych aspektach.

Nie zrozumcie źle moich narzekań na Paolo. Zatopione Miasta do dobra, bardzo dobra powieść SF, o futurystycznej wojnie. Pełna akcji, osadzona w doskonałej lokacji, kipiącej od zagrożeń, nie tylko związanych z wojną, pełna życia i śmierci w czasach wojny. Powieść, którą dobrze się czyta. Zwłaszcza, gdy nie czytało się nic wcześniej autorstwa Bacigalupiego. Moje narzekania są tylko w kontekście jego debiutu (oszałamiającego!) o niespełnionych oczekiwań (bo myślałem, że tym razem zaskoczy mnie jeszcze bardziej).

1 Komentarz »
  1. Słyszałem, że książki Bacigalupiego są pierwsze klasy. Chyba wiem co kupię w przy następnej wizycie w empiku.

    Komentarz od ariel — 13/01/2013 @ 19:24

Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz