Rozgwiazda - Peter Watts (Trylogia Ryfterów, cz.1)

03/07/2013 By: GrafZero Kategoria: Cykl, Fantastyka, Powieść

rozgwiazda-trylogia-ryfterow-tom-1.jpgRozgwiazdę (Starfish) Petera Wattsa czyta się jednym tchem. Zaskakujące jak może wciągnąć głębia. Zaskakujące jak wiele może dziać się niemal w kosmicznej pustce. Jednak ta pustka jest wypełniona życiem, dosłownie i w przenośni. Oprócz oczywiście obserwacji fauny i flory, obserwacji i zmagania się z potężną naturą - najwięcej dzieje się jednak za sprawą bohaterów.

I nie chodzi o to, że czasem pojawią się jakieś sprzeczki wśród odizolowanej od świata, specyficznej załogi. Chodzi o to co dzieje się w ich głowach i jak się zmienia postrzeganie świata. Ekstremalne środowisko, dla normalnych ludzi złowrogie, dla nich staje się drugim domem. Azylem. Fascynuje ich i zmienia.

Przez chwilę zastanawiałem się z czym mi się kojarzy akcja Rozgwiazdy. Wyznaczony cel dla grupy odizolowanych ludzi. Stan ciągłego zagrożenia połączony z jednoczesnym zafascynowaniem niszczycielską siłą. Gdzieś to już kiedyś widziałem, gdzieś to kiedyś czułem. I odkryłem skojarzenie z gwiazdą. Ale co rozgwiazda (taki morski stworek) ma wspólnego z gwiazdą? Poza podobnym kształtem

Sunshine (W stronę słońca). Film. Podobny klimat. I podobna fascynacja siłą, przy której człowiek jest niczym. Zbyt blisko słońca i człowiek nawet w skafandrze odparuje w oka mgnieniu. A Słońce nawet tego nie zauważy. Podobnie jest na ryfcie, gdy wybucha smoker i temperatura wody wzrasta o setki stopni, wygotowując ciała ryb głębinowych w sekundach. Wygotowując ciało, jakiekolwiek się dostanie w strumień gorącej wody, na dnie oceanu.

Kosmiczna otchłań jak i oceaniczna głębia to miejsca niebezpieczne, które uczą pokory.

Jeszcze parę rozdziałów do końca… I tego uczucia właśnie nie lubię. Wiem, że koniec jest nieuchronny. Chcę poznać finał, a jednocześnie odwlekam zakończenie. Odwlekam, bo wiem, że później trudno mi będzie znów coś przeczytać i tak się zachwycić…

[kilka dni później]

Mieszane odczucia mam co do końcówki Rozgwiazdy. Dużo bardziej podobało mi się powolne i w miarę spokojne narastanie napięcia w podwodnej bazie niż ta cała “eksplozja” wydarzeń, które miały miejsce później. Nie ma to jednak większego znaczenia - bo powieść, czyli tom 1 sagi, uznaję za “moje wydarzenie czytelnicze” 2013 roku. Nie wiem jak, dlaczego, przegapiłem Wattsa po Ślepowidzeniu. Może wtedy tak mną wstrząsnął i zamieszał, że musiałem zrobić dłuższą chwilę przerwy, aby nie przedawkować.

Teraz zamierzam przedawkować! Tom 2 już w drodze. I jak będzie tak dobrze w Wirze jak na ryfcie, to potem i Behemot na zwieńczenie trylogii nie omieszkam się przełknąć.

Czyżby te wakacje miały upłynąć pod znakiem Wattsa?

Przecież wydano właśnie w Polsce zbiór jego opowiadań. Ale to akurat wiem, że po nie nie sięgnę. O ile Petera Wattsa cenię za długa formę, to moja styczność z jego krótkimi dziełami podpowiada - że lepiej zostać przy powieściach. W opowiadaniach Watts nie ma czasu i miejsca rozwinąć skrzydeł. Do tego wolę Wattsa który rozwinął już swój warsztat i mnie zachwyca. A skoro nie muszę to nie chcę czytać jego początków.

Rozgwiazda. Wir. Behemot. To mój plan.

A Twój?

PS. Dodam jeszcze, że dla tych, co lubią czytać w oryginale - nie trzeba daleko szukać - Peter Watts udostępnił na licencji Creative Commons swoją twórczość - http://www.rifters.com

PS2. Dotyczy Rozgwiazdy i jej polskiego wydania z naciskiem na skład i korektę. Skład jest zrobiony w stylu „jakoś to będzie” a korekty najwyraźniej nie było. I musi być z tym tragicznie, skoro ja, osoba niespecjalnie zwracająca uwagę na takie rzeczy – dostrzegłem i to nie raz, a wiele wiele razy. Zwykle nie widzę - jak czytam to mnie technikalia nie rażą po oczach, chochliki, zły skład, korekta – zwykle mi to umyka, gdy pochłonięty jestem fabułą. Tu byłem bardzo pochłonięty a jednak…

Brak komentarzy »

Nikt tego jeszcze nie skomentował.

Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz