Wyszywanki - Marjane Satrapi

09/06/2008 By: Tynek Kategoria: Komiks

Wyszywanki - Marjane Satrapi Ostatnio wpadł w moje łapki komiks rozmiarów niewielkich. Jakoś bez entuzjazmu go przyhołubiłam, bo o ile nazwisko „Satrapi” milutko mi zabrzmiało, o tyle tytuł „Wyszywanki” otworzył mi w głowie szufladkę pod hasłami: szkoła podstawowa, ZPT, totalna zaklejająca nuuuda. I jak po czymś takim nie odłożyć dziełka na półkę? Ale darowanemu komiksowi nie patrzy się w tytuł tylko (jakieś elementarne zasady przyzwoitości trzeba zachować). Zerknęłam więc za okładkę, żeby coś tam czytnąć, i… skończyłam tuż przed jej drugą częścią. A potem szybko dałam dziełko do przeczytania mojej ulubionej koleżance, która… komiksów nie lubi. Po dłuższym czasie mojej gimnastyki lingwistycznej, godnej przedwojennych czeskich komiwojażerów, dziewczę złote zerknęło za okładeczkę. Kolejne jej wybuchy śmiechu potwierdziły moją tezę: tego komiksu nie da się nie lubić (chyba że jest się mężczyzną. Wiem, twierdzenie ryzykowne, nieuzasadnione niczym, bo testów na grupie docelowej z chromosomami X i Y nie przeprowadziłam, ale jakoś tak mi moja kobieca intuicja mówi).

Ale zacznijmy od autorki – Marjane Satrapi – bo bez znajomości biografii wiele z jej opowieści może umknąć. Jest Iranką, praprawnuczką szacha Nasser al-Dina, postaci dość wyjątkowej: najdłużej panującego władcy w historii Persji, reformatora, pierwszego panującego, który odwiedził Europę. Szach spełniał się też artystycznie, był zwłaszcza zapaleńcem fotografii (miłość do obrazu w genach chyba została). Sama artystka z dość charakterystycznym dla siebie dystansem dyskredytuje tę koligację, mówiąc trzeźwo, że szach miał setki żon, więc takich jak ona księżniczek jest pewnie z 15 tysięcy. Dziewczynka wyrasta w rodzinie o poglądach socjalistycznych. Wiele w jej życiu zmienia rewolucja Chomeiniego, nadejście reżimu i początek wojny irańsko-irackiej – rodzice wysyłają nastoletnią Marjane do Austrii (o tym opowiada znane u nas „Persepolis”) . Specjalnie szczęśliwa tam nie jest, wraca więc do Teheranu, kończy studia graficzne, gdzieś po drodze bierze ślub i się rozwodzi, i wreszcie wyjeżdża do Francji, by osiąść w Strasburgu. Tam poznaje Davida B. (Beaucharda), znanego francuskiego twórcę komiksów, który okazuje się jej gwiazdką z nieba; to właśnie dzięki niemu Marjane zaczyna rysować swoje opowieści, albo, jak sama mówi, sagę rodzinną. Teraz jest uznawana za jedną z najlepszych autorek komiksowych (nagród, które dostała, nawet mi się nie chce przeklejać z Wikipedii), poza tym tworzy książki dla dzieci, współpracuje np. z „New York Timesem” i reżyseruje filmy („Persepolis” w 2007 r. dostało nominację do Oscara). Oto historia z happy endem, proszę państwa.

„Wyszywanki” to zapis rozmów kobiet spotykających się na popołudniowej herbatce. A o czym mogą rozmawiać kobiety przy herbatce? O relacjach podspódniczno-zarozporkowych, oczywiście. Prawdziwa uczta z tego wyszła, bo historyjki są jak dobre żarełko: pikantne, gorzko-słodkie i lekkie od humoru. Satrapi w jednym z wywiadów powiedziała, że w swoich historiach jest totalnie uczciwa, że czasami wręcz dla niej samej rzeczy, które rysuje, są trudne do przełknięcia. Pewne jest więc, że nie znajdziecie tam ani grama potwornie niezdrowej pruderii, a parę dość mocno oczyszczających organizm prawd życiowych, zwłaszcza takich odnoszących się do damsko-męskich relacji. Bo np. miłość w małżeństwie jest możliwa, ale najczęściej dopiero w drugi lub trzecim (patrz np. babcia), a jeśli chcesz wybierać między rolą żony a kochanki, wybierz tę drugą (pragnące/cych poznać powody odsyłam do komiksu). Wprawdzie historie dotyczą Iranek i odczuwa się różnice kulturowe, ale nie są ona aż tak wielkie, jakby się mogło wydawać. Bo rozmawiają wyjątkowe kobiety, ekscentryczne, świadome swojej wartości. Na prowadzenie jednak wychodzi babcia opiumistka (ta, która w „Persepolis” wkładała płatki jaśminu w biustonosz ­– nie wiem, czy to pamiętacie, ale mi ten obraz mocno zapadł w pamięć). To centralna postać, odrobinę cyniczna, pełna życiowej mądrości i odwagi. „Nieważne, co robisz, jeśli ludzie chcą o tobie gadać, będą gadać, więc rób to, co uważasz za właściwe” – takich prawd uczyła małą Marjane. (Hmmm… Ja w dzieciństwie słyszałam raczej: „Co ludzie powiedzą???”, więc potrafię docenić taką nauczycielkę). To ona najchętniej zdecydowałaby się na pełną „wyszywankę”. Co to ta wyszywanka? Czyżby robótka ręczna? Nie, choć rzeczywiście w roli głównej występuje igła i nitka, materiał jednak ma funkcję pomocniczą, tylko przykrywa to, co jest szyte (ciekawych odsyłam, oczywiście, do treści).

Komiks popłynął do następnej, następnej i następnej etc. koleżanki. A do mnie zadzwoniła mała Tigi, że właśnie czyta „Kurczaka ze śliwkami” tej samej autorki. Stanęłam w kolejce, już się nie mogę doczekać na to danie.

Komentarze: 2 »
  1. Persepolis spodobało mi się dopiero po drugim przeczytaniu (i zapoznaniu się z historią najnowszą Iranu), Wyszywanki czyta się świetnie i bez przygotowania.
    Oprócz tytułu wiele osób przeraża reklama książki jako “prawdziwie irańskie wietrzenie duszy”, kojarzące się z ckliwym romansidłem - gdyby nie fakt, że najpierw przeczytałam komiks a potem recenzje, to też bym się przestraszyła.
    Książka wpisuje się także w rozmowy z moją przyjaciółką o korzeniach arabskich - wg jej opowiadań to rzeczywiście tak wygląda.
    “Kurczak ze śliwkami” mignął mi w warszawskiej Galerii Mokotów, nieszczęśliwie trafiając na okres bezgotówkowości, a potem już go nie widziałam.

    Komentarz od Shigella — 19/01/2009 @ 01:50

  2. Już w zasadzie od czasf3w nieodżałowanego Lema nie mamy auorta, o ktf3rym można by powiedzieć z czystym sumieniem – to jest autor piszący fantastykę naukową. A nazwisko Kosik coś autorowi mf3wi?

    Komentarz od Hazel — 22/05/2012 @ 17:48

Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz