Dallas ‘63 - Stephen King
Czy gdyby nie zamordowano Kennedy’ego, zdarzyłby się Wietnam? Kim byłby mały Harry Dunning, gdyby jego ojciec nie zabił matki i trójki rodzeństwa w napadzie alkoholowego delirium? Co porabiałaby Carolyn Poulin, gdyby nie została, przypadkowo postrzelona na polowaniu i nie spędziła reszty życia na wózku inwalidzkim?
A gdyby, ktoś zmienił ich życie? Gdyby przybył Anioł Stróż i ich ocalił?
W Dallas ‘63, Kinga, rola anioła przypadła Jake’owi Eppingowi, któremu umierający przyjaciel, zostawia po sobie niezwykłą schedę czyli portal przenoszący w lata 50 -te, XX wieku i losy wielu ludzi. Teraz od Jake’a zależy bieg ich życia. A biorąc pod uwagę efekt motyla, również przyszłość całego świata.
Ale, czy wolno ingerować w przyszłość? Czy uratowane istnienie ślicznej, małej Ellen nie zakłóci porządku świata? Być może śmierć Vince’a była wyrównaniem strat? I w końcu, czy warto zamieniać wygodne, pewne jutra życie na egzystencję w niewiadomej przyszłości?

Rok Potopu - Margaret Atwood
Gdy nadejdzie koniec świata, to jaki on będzie?
„Zużywamy Ziemię, już jej prawie nie ma”
Widzieliśmy i czytaliśmy już o różnych końcach świata. Nie tak dawno swoją postapokaliptyczną wizję zniszczonego przez nuklearną zagładę świata przedstawiał Cormac McCarthy w swojej powieści „Droga”. Arsenały nuklearne wciąż straszą nas, choć zdecydowanie mniej niż w czasach zimnej wojny.
Jednak zagrożeń i możliwości doprowadzenia naszej cywilizacji do upadku jest znacznie więcej. Już w Mieście Ślepców, filmie na podstawie powieści o tym samym tytule (Ensaio sobre a cegueira, 1995 - José Saramago 1922-2010) ludzkość staje przed problemem epidemii.
Zaraza rozprzestrzenia się nagle i niemal wszyscy ludzie tracą wzrok. Niczym zombie pogrążają się w niebycie. Cała planeta niewidomych? Motyw wirusa pojawia się niezwykle często. Zabawa ludzi genetyką i tworzeniem broni biologicznych przez korporacje (Umbrella) przeraża w grach komputerowych światami stworzonymi choćby w Resident Evil (znany w Japonii jako Biohazard, co lepiej oddaje naturę zagrożenia).

Bar dla potępionych – Kealan Patrick Burke
Oryginalne potępienie.
Witajcie w barze “U Eddiego”, gdzie dzisiejszej nocy, po raz pierwszy od trzech lat nic nie pójdzie zgodnie z planem.
Końcówka jesieni - nie mogło być lepszej pory na taką lekturę. Za oknem szaro, buro i niemiło. Mrocznie i czasem mgliście. Noc zapada wcześnie. Idealny czas na „Bar dla potępionych” - pełen niezwykłego mrocznego klimatu lekki horror połączony ze sporą dawką czarnego humoru. Tak w skrócie można określić powieść K. P. Burke.
„Bar dla potępionych” to mroczna przygoda w miasteczku Milestone. Jednym z wielu takich miasteczek, gdzie każdy ma swoją historię i grzechy przeszłości. Gdzie każdy z żyjących i mieszkających odbywa pokutę, na jaką sam się zdecydował i liczy, że grzechy zostaną mu wybaczone. A jeśli nawet nie, to przynajmniej zapomni o nich przy szklance alkoholu, siedząc na swoim miejscu w „Barze u Eddiego”. Obok nagiego Cobba. Obok morderczej Flo. Nie zamieniając słowa z Wintrym. Tak już jest w barze dla potępionych dusz.
Witajcie w barze “U Eddiego”! (więcej…)

Opowiadania - Nowa Fantastyka 12/2011
Osobny wpis poświęcam tym razem opowiadaniom, które znalazły się w grudniowej Nowej Fantastyce. Dwa zagraniczne i jedno polskie. Dwa mi się nie podobały (choć nie w równym stopniu niepodobania), a jedno tak. Zacznę więc od tych dwóch – czyli krytycznie, on najgorszego. By potem iść w kierunku coraz lepszych opowiadań.
Proza polska
Łukasz Orbitowski
– Wszystko o moich matkach
Muszę powiedzieć, że nie dobrnąłem do końca. I tak na prawdę nie wiem co autor miał na myśli. Jak cenię Orbitowskiego za jego felietonistykę i recenzje wszelakie, tak moim zdaniem opowiadania może sobie po prostu odpuścić. Zwłaszcza takie. Takie czyli jakie? Znów moim zdaniem napisze, nijakie. W założeniu „Wszystko o moich matkach” chyba miało być czymś z pogranicza weird i horroru bazującego na wspomnieniach i psyche. Ale do momentu co dotrwałem (czyli jakaś 1/3 opowiadania) po prostu nużyło mnie i usypiało… I w sumie tyle mogę konkretnie napisać o tym opowiadaniu „nużące i usypiające” - skutecznie.

Czarnoksiężnik z Archipelagu - Ursula K. Le Guin
W okresie przedświątecznym, gdy wszyscy szukają prezentów warto się zastanowić nad tym, czy podarować książkę. Ale zaraz - jaką książkę? Wybór nie jest łatwy - można rzec, że trudny i to bardzo…
Dla młodzieży nastoletniej, lubiącej czytać fantasy troszkę bardziej ambitne i dla wszystkich nie stroniących od stęchlizny powieści uznanych już za klasyczne, takim dobrym tytułem na prezent może być Czarnoksiężnik z Archipelagu.
O książce
Opowieść o naukach pobieranych przez młodzieńca z wymyślonej krainy u mędrców, którzy posiedli kunszt czarnoksięski. Zarazem jest to opowieść realistyczna o kształtowaniu się osobowości, dorastaniu wśród przeciwieństw, o tym, jak zapalczywa lekkomyślność przeradza się w dojrzałość. Jest to, wreszcie, przypowieść o tym, jak – nie czując upadlającego strachu – pogodzić się z myślą o śmierci.

Nowa Fantastyka 12/2011 (nr 351)
Grudniową Nową Fantastykę otwiera publicystyka związana z komiksem. Ja sam nigdy nie byłem (pomijając czas bycia dzieckiem i to niedużym) fanem komiksów. Nigdy nie zafascynowały mnie też rożnego rodzaju amerykańskie historie o Spidermanach, Supermanach, Hulkach, Batmanach itp. Nie ta kultura jak dla mnie – zbyt zamerykanizowane ideały, walka dobra ze złem z przerysowanymi do bólu pozytywnymi postaciami. Zbyt idealni by byli prawdziwi, zbyt idealni by byli wiarygodni.
To co było dobre kiedyś niekoniecznie musi trwać w nieskończoność. Kończy się pewna era bohatera jedynie pozytywnego. Pokolenie, które się fascynowało jego przygodami trochę się już zestarzało, a czasy się zmieniły. Komiks potrzebuje nowych bohaterów, współczesnych, takich z krwi i kości. Ale – czego się obawiam – nawet oni nie uratują już zmierzchu komiksu. Kiedyś, gdy komiks miał mniejszą konkurencję, nie było gier komputerowych, multimediów, Facebooka, 999 kanałów cyfrowej telewizji – kolorowe obrazki i rysowane historie były czymś ciekawym, przyciągającym oko, czymś innym niż zadrukowane karty prozy. Teraz komiks ma trudniej.

Nowa Fantastyka 11/2011 (nr 350)
350 numer Nowej Fantastyki trafił już do moich rąk.
Pierwsza refleksja to właśnie to 350 - ileż to już lat, ileż to już numerów. Fantastyka a potem Nowa Fantastyka towarzyszy mi odkąd pamiętam. Takie 350-te wydanie to dobry moment do zadumy… Co z kolei przypomina o zadumie związanej z 1 listopada. Oraz o Helloween…
Oczywiście nie tylko widać moje myśli podążają tym tropem - w publicystyce Nowej Fantastyki oczywiście pojawia się ten temat - cytuję zapowiedź ze strony NF aby Was zachęcić:
Arkadiusz Grzegorzak - ELVIRA Święty Mikołaj Halloween
Fenomen Elviry przekroczył granice USA. W Niemczech i Wielkiej Brytanii popularny był film z biuściastą Córą Nocy. We Francji dobrze sprzedały się płyty. W Polsce szczyt popularności przypadł na czas schyłkowego PRL-u i Elvira tak naprawdę nie zaistniała. Szkoda. Ominęło nas coś niesamowitego.
Elvira pojawia się w komiksach, książkach, filmach, na znaczkach pocztowych i plakatach, kalendarzach, breloczkach, w grach komputerowych, na afiszach oraz pudełkach śniadaniowych, proporczykach i przypinkach. Są jej figurki, specjalne tatuaże, peruki à la Elvira i całe przebrania na Halloween. Elvira nagrała kilka płyt, ma swój fanklub i fanowską gazetkę. Charakterystyczny wizerunek seksownej gotyckiej panny (kredowobiały podkład, kruczoczarna peruka, ostry makijaż) z duuużym biustem i jeszcze większym poczuciem humoru został zaakceptowany tak przez liberalną, jak i konserwatywną Amerykę. Była twarzą popularnego piwa Coors, ale i walczącej o prawa zwierząt organizacji PETA. Jest ulubienicą mrocznych festiwali horroru i muzyki alternatywnej, ale występuje też w telewizyjnych programach dla najmłodszych. Jest, niech Niebiosom będą dzięki, wszędzie.
Fenomen Elviry przekroczył granice USA, choć nigdzie indziej, nie wywarła tak gargantuicznego wpływu na kulturę. W Niemczech i Wielkiej Brytanii bardzo popularny był pierwszy film z biuściastą Córą Nocy w roli głównej. We Francji dobrze sprzedawały się jej płyty. W Polsce szczyt popularności i faza wdrukowywania się Władczyni Mroku w świadomość mas, przypadł na czas kryzysu, schyłkowego PRL-u - naszej własnej Wielkiej Smuty. Elvira w Polsce nigdy tak naprawdę nie zaistniała. Szkoda, bo ominęło nas coś niesamowitego.
Źródło: http://www.fantastyka.pl/39,3.html

Nowa Fantastyka 10/2011 (nr 349)
Październikowa Nowa Fantastyka tym razem bez dodatku w postaci książki. Za to sama w sobie jest ciekawa (pomijam opowiadania - bo tych jakoś nie mam siły od kilku lat czytać, pomijając pewne wyjątki). Za to znów zaskakująco dobrze wypada publicystyka. Bardzo ciekawe Kreowanie Przyszłości - o tym, jak fantastyka prowokuje wynalazców do pracy i tworzenia urządzeń użytku publicznego wprost z pomysłów fantastów. Modne i na czasie - Co Czytają Terroryści - aż strach pomyśleć, że czytelnik fantastyki może zostać uznany za terrorystę. Trochę historii czyli o leczniczych zaletach promieniotwórczego radu. Potem ostrzej i dla dorosłych - o seksie z kosmitami…
Wśród recenzji znalazłem zachęcenie do Resnicka (Słonie na Neptunie) i Mievilla (Kraken) oraz wyraźne ostrzeżenie przed Robokalipsą Wilsona.
W felietonach przerażająca przyszłość a może rzeczywistość - czyli Kosik piszący o Bogu Monitoringu. Jakiś taki moim zdaniem nijaki Watts w Stres i sakrament. I jak zwykle odlatujący w dziwne klimaty Orbitowski.

