Galilee - Clive Barker
Galilee to prawie siedemset stron prozy, wielowątkowej sagi łączącej w sobie takie gatunki jak horror, fantastyka, romans, powieść przygodowa a wszystko to okraszone jest odrobiną mistycyzmu biblijnego. I od razu na początku uwaga, dla czytelników, którzy nad treść przekładają wartką akcję. Tutaj jej nie znajdą. Ukontentowani zaś będą czytelnicy, którzy uwielbiają opowieści, snujące się jak smugi ciepłego powietrza znad żaru ogniska. Piękno tej książki leży w narracji. W opowieści losów dwu rodzin, pomiędzy którymi narodził się konflikt i przez bez mała dwieście lat narastał. Momentem kulminacyjnym i iskrą na lont staje się nowa Pani Geary. Małżonka Mitchella Gearyego, dziedzica rodu amerykańskich milionerów, wpływowej rodziny z tradycjami, a jednocześnie oblubienica Galilee Barbarossy, którego sama obdarza niezwykle gorącym uczuciem.
Książka jest wyśmienita. Czytałem ją bez wytchnienia, nie mogąc się oderwać i robiąc przerwy z największym trudem. Zawarta w niej opowieść sięga czasów biblijnych, gdzie sięgają korzenie niezwykłej, tajemniczej i potężnej rodziny Barbarossów. Szeroki rozmach tej powieści sprawiły, że oczarowała mnie ona swoim urokiem. To jest coś więcej niż książka, to bardzo dobra książka. Książka o której człowiek będzie pamiętał długo. I tak samo długo będzie przypominał sobie postacie w niej opisane. Barker nadał im niesamowitą głębię. Są to postacie nad wyraz ludzkie, ze wszystkimi swoimi słabościami jak i zaletami jakie mogą mieć członkowie miliarderów - Gearych. A także wszechwładne i tajemnicze - jak Barabarossowie - od których emanuje wyczuwalna energia, stanowczość i magia.
Zdecydowanie polecam książkę Galilee. Nie da się jej opowiedzieć. Bo streścić ją można właściwie w kilku zdaniach. Kto co komu i czemu. Ale to nie o to tu chodzi. Tą książkę trzeba poczuć. Przeczytać ją. Wchłonąć ją i samemu pozwolić się dać jej unieść. Pozwólcie sobie na te siedemset stron niesamowitego przeżycia…

Potępieńcza gra - Clive Barker
Moje pierwsze spotkanie z Barkerem odbylo sie w sumie nie tak dawno. Bodajze Kenny wcisnal mi do ręki “Potępieńczą grę”. Właściwie to dziwne czytadło. Do połowy poszło za jednym razem, potem jakoś nie mogłem się przemęczyć, a w końcu finał znów przełknąłem gładko i szybko…
Książka przesycona jest właściwie odorem krwi, śmiercią, zgnilizną - horror jak się patrzy. Osoby o słabszych głowach mają szanse na niemiły uścisk w żołądku.
Po przeczytaniu “Gry” przez długi czas myślałem, że nie sięgnę po barkera. Tymczasem moim pierwszym odruchem, gdy zobaczyłem okładkę “Galilee” w “Taniej…” i przeczytałem opis na tylnej okładce… było… po prostu wiedziałem, że prędzej czy później wezmę się za to.
Ale o tym, w następnym odcinku.

Światło się mroczy - George R.R. Martin
“Światło się mroczy” to moja pierwsza książka fantastyczna G.R.R. Martina. Właściwie nie wiem czego się po niej spodziewałem. Sięgnąłem po nią niejako z zainteresowania i zachwytu, w jaki wprawiła mnie Saga Lodu i Ognia. Ciekawość - cóż ten autor, który tak fenomenalnie opisuje świat fantasy (a ja fantasy to raczej nie lubię) - mógł napisać o kosmosie.
“Światło się mroczy” to space opera. Ale nie mamy tutaj wielkich kosmicznych statków. Nie mamy tutaj przesycenia technologicznego. Za to dostajemy intrygę (właściwie dość prostą). Ta zaś umieszczona przez autora została w intrygującym, ciekawym, zapomnianym świecie - na planecie, która była miejscem wielkiego, międzygalaktycznego festiwalu. Teraz, pozostały na niej duchy ludzi (i innych istot) i duchy miast. Martin mistrzowsko prowadzi nas przez ten wymierający świat. Wymierający i fascynujący. Opisuje zwyczaje tych, którzy pozostali tu - ich kulturę, motywacje, honor. Ten świat to (…i tu zaginął fragment moich opowieści…)
Książkę czyta się przyjemnie, choć na początku wydaje się, że ilość opisów jest zbyt duża, a akcji nie ma i nie będzie. Ale po pewnym czasie czytanie wciąga. Czytelnikowi zaczyna się podobać ten tajemniczy świat, odkrywany coraz bardziej ze strony na stronę. Sympatyzuje (bądź nie) z postaciami bohaterów. Stara się ocenić, dokonać wyborów moralnych działań i przekonań tychże. Co jednak jest trudne, ile niemożliwe. Bo jak to u Martina. Czarne wcale nie jest tak do końca czarne. A białe - białe. Sam wielokrotnie w czasie czytania zmieniałem odniesienie do aktorów tego planetarnego dramatu. Zmieniałem, aż dałem za wygraną…
“Światło się mroczy” to pozycja ciekawa. Ja jednak nadal wolę Martina w jego świecie fantasy. Co nie oznacza, że nie sięgnę po kolejne “kosmiczne” powieści.

Widmopis - David Mitchell
Widmopis to pierwsza książka Davida Mitchela. Udany debiut tego brytyjskiego pisarza, który osiem lat swojego życia spędził w Japonii. Książka pojawiła się w końcu lat 90-tych i była jedną z najbardziej wychwalanych pozycji wśród debiutów. Druga książka - Sen_nr_9 - znalazła się w ścisłej czołówce książek nominowanych do Nagrody Bookera. Sen_nr_9 wydany zostałw Polsce w 2002 roku. Wydawcą Snu jak i Widmopisu jest Wydawnictwo Literackie.
Widmopis - to powieść “w kilku kawałkach”, lub jak kto woli zbiór 9 opowiadań. Kilku bohaterów, wiele miejsc akcji. Na pierwszy rzut oka, każde opowiadanie opowiada o czym innym. Jednakże w trakcie czytania zaczynamy odnajdować powiązania. Powiązania między wydarzeniami, powiązania - choć czasem ulotne - między bohaterami. Mistrzostwo Mitchella polega na tym, że nie pozwala nam odłożyć czytania na później. W opowiadaniach pełno jest zwrotów akcji, niezwykłych postaci, ukrytych związków między zdarzeniami i osobami. Postacie mają głębie, swoje życie, swoje problemy i motywacje. Każda jest dość wyraźnie przedstawiona.
Bardzo mi osobiście odpowiada styl Mitchella, jego łączenie gatunków, jego ekspresja a także to, jak przedstawia swoich bohaterów i wydarzenia w których biorą udział. Osadzając akcję w czasach nam współczesnych czasem jednak człowiekowi wydaje się, jakby oto znalazł się w nierealnym świecie. Aż się chce krzyknąć - hola, to nie tak powinno być. Albo - takie rzeczy się nie zdarzają. I może się nie zdarzają, ale Mitchel o tym nie wie i co gorsza, potrafi nas przekonać, że jednak to wszystko miało miejsce.
Myślę, że każdy, kto sięgnie po tą książkę (a później po Sen_nr_9) nie zawiedzie się. Polecam!

sen_nr_9 - David Mitchell
sen_nr_9 - to niesamowita książka. Niesamowita, bo nieszablonowa. Nie można jej wpisać w tylko fantastykę, nie jest to klasyczny cyberpunk, nie jest to powieść sensacyjna tylko li wyłącznie.
Czym jest ta książka zatem? Mieszanką wybuchową, Orientalnym koktajlem widzianym oczami europejczyka (jako autora) i nie-europejczyka (jako bohatera). Jaka jest - już napisałem. Dodam więc tylko, że to książka z serii weekendowych. Jak nie macie wolnego weekendu - nie zaczynajcie. Każdy, kogo w środku tygodnia ta książka “chwyci” za gardło, będzie chodził niewyspany do pracy, z zaczerwienionymi oczami od czytania do rana.
UWAGA: Sen_numer_9 uzależnia!
Gorąco polecam.

Gra o tron - George R. R. Martin
Najdziwniejsze jest to, jak sięgnąłem po tą książkę. Znudzony grami komputerowymi i elektorniczną rozrywką poszukiwałem gier towarzyskich. Trafilem na jedna, drugą - ale ciągle brakowało mi rzobudowanego świata. Wtedy trafiłem na opis “Gry o Tron” - i to co zwrociło moją uwage to fakt, że gra została oparta o cykl książek “Pieśni lodu i ognia” G.R.R.Martina. Dla mnie oznaczało to jedno - gra będzie ciekawa, ale najpierw trzeba zobaczyć co to za książka i o czym ten Martin Pisze.
Pierwsze informacje były zachęcające - jako że nie bardzo “trawię” fantasy niewątpliwym plusem było to, że w książce Martina nie ma przesytu czarodziejów (tych w głupich czapkach do szpica), barbarzyńców (tych z toporami i w krwi umazianych) i innych stereotypów fantasy (krasnali, elfów, gołych wojowniczek). Za to świat jest spójny, realistycznie oddany, gdzies na pograniczu, przy północnym murze, stykający się z magią. Ale nie z magią stosowaną przez bohaterów książek fantasy (kule ognia, grzmoty jakieś, iskry). Więcej w tym wszystkim stali, ognia i lodu niż magii i czarnodziejstwa wszelakiego. Wszystko wyglądało, że książka mi się spodoba. Zamówienie w księgarni internetowej zostało szybko zrealizowane i Mikołaj przyniósł tom pierwszy. Rozpoczęcie.

Extensa - Jacek Dukaj
Alternatywna wizja dziwnego świata - Extensa Jacka Dukaja - na początku odrzuca, gdy organizm broni sie przed dziwnością i brakiem zrozumienia, a następnie wciąga tak silnie, że nie sposób się oderwać. U mnie powtórzył się “schemat Dukaja” - w pierwszym odruchu najchętniej bym rzucił książką w ciemny, zakurzony róg pokoju i tak zostawił… A jednak… ten świat… wciąga… Extensa…
Dukaj nie tłumaczy, on przedstawia. Jest to problem, gdyż jego umysł błądzi po światach nieznanych zwykłemu śmiertelnikowi, skojarzeniach, wymiarach, przestrzeniach. Jest (Dukaj i jego świat) niezrozumiały, a przez to przerażający i zachwycający zarazem. Ksiązka “przysysa się” do czytelnika, jak extensa, łączy się z nim i steruje, aby ten odkrywał kolejne strony a na nich przedziwną historię. Nie z tego świata.
Extensa jest niewątpliwie oryginalna. Mnie sie podobała, bo ponad kolejne standardowe opowiadanie o standardowym wątku i standardowej intrydze w standardowych realiach SF przedkładam coś nowego, coś, co mnie w jakiś sposób zaintryguje. W końcu nie po to człowiek czytuje fantastykę, żeby za każdym razem czytać o tym samym, tak samo napisane, i po raz sto pięćdziesiąty przemielony ten sam pomysł. Extensa - dla mnie swoiste odkrycie - ta powieść właśnie jest czymś takim nietuzinkowym. Faktem jest, może sie podobać, może sie nie podobać - kwestia gustu czytelniczego. Jak pisałem, przez pierwszą 1/3 książki miałem ochotę rzucić ją w kąt. A jednocześnie frapowało mnie co tam jest dalej, na kolejnych stronach, jak sie ta historia rozwinie i jak zakończy. Dukaj wielki jest - właściwie to to co do tej pory czytałem zawsze budziło u mnie niezdrowe emocje i ekscytacje, jaka mieli pewnie traperzy odkrywając nieznane na nowym lądzie. Dukaj, czy raczej to co pisze, jest właśnie dla mnie takim lądem…
W mojej skali ocen czytelniczych: 8/10

Ведьмин Век - Marina i Siergiej Diaczenko
Wszystko wygląda tak, jakby się działo w naszych czasach. Są samochody, telefony, łączność bezprzewodowa, telewizja… Ale trochę inaczej jest na świecie - wśród ludzi żyją wiedźmy, pojawiają cię też niawy. A w opozycji istnieją Inkwizytorzy, zajmujący sie problematyką wiedźm, zwłaszcza tych zainicjowanych oraz tych niezarejestrowanych. A także cugmajstrzy - odprawiający w zaświaty przywołane z powrotem dusze. W tym dziwnym świecie poznajemy kilka postaci. Niby mimochodem - poznajemy je bardzo dobrze. Dzięki temu nie są to papierowe osoby. Poznajemy ich myśli, ich przeszłość, ich motywy, uczucia. Rewelacyjne! Osobiście nie lubię książek, gdzie akcja (wartka) istnieje dla samej akcji. Jeśli nie dostanę wyrazistych postaci - to źle mi sie czyta. Tutaj - dostałem.
Tak się całkiem przypadkiem składa, że książka opowiada o przełomowych wydarzeniach. Wzrasta aktywność wiedźm. Wzrasta w nich zło. Zaczynają się jednoczyć, jakby dążyły ku czemuś, najważniejszemu… Inkwizytorzy zaczynają dostrzegać te zmiany na świecie. Zaczyna sie poszukiwanie motywów, napędzających wiedźmy. Zaczyna sie poszukiwanie odpowiedzi na pytanie - “co się ma wydarzyć?”.
Zadziwiające jak wciągła mnie lektura tej książki. Mnie, który przed tego typu opowieściami ucieka w drugi kąt pokoju. Diaczenkowie mistrzowsko mnie oplątali nicią swojej fabuły, zaintrygowali losem młodej wiedźmy, wciągnęli w historię życia głównego Inkwizytora, pokazali walkę dobra ze złem - ale nie jako podział na tych czarnych i tych białych - walkę pełną niedomówień, wahania… Aż skończyłem. A teraz… teraz świat już nie jest taki sam… to nie ja się zmieniłem, to ten świat…
