451° Fahrenheita - Ray Bradbury
Cóż moge dodać więcej od siebie jak to co zacytuję poniżej…
Inni napisali:
Ostatnimi czasy wydawnictwo Solaris postanowiło przypomnieć największe klasyki science-fiction, zarzucając rynek kolejnymi wznowieniami. W ten sposób do rąk polskiego czytelnika po raz wtóry trafiło 451° Fahrenheita, czyli chyba największe dokonanie mistrza fantastyki naukowej – Raymonda Bradburego. Dzieło to od początku było traktowane jako sprzeciw wobec totalitaryzmowi. Biorąc pod uwagę moment, w którym ujrzało ono światło dzienne (a była to pierwsza faza zimnej wojny), nie powinno to dziwić. Niemniej epokę nieustannego strachu przed ofensywą komunizmu mamy już za sobą. Czy więc myśli zawarte w tym utworze nie uległy już dezaktualizacji? Czy stanowi ono coś więcej, aniżeli relikt lęków intelektualisty sprzed półwiecza?

Gdzie wasze ciała porzucone - Philip Jose Farmer
Mimo, że książka powstała zanim się urodziłem, to przeczytałem ją z wielkim zainteresowaniem. I podobała mi się. Podobał mi sie myślowy eksperyment wskrzeszenia całej ludzkości, od jej początków w wjednym miejscu. Wymieszania. I obserwacji tej swoistej “farmy mrówek” - inteligentnych, które zostały wrzucone w obce środowisko. Ciekawe. Interesujące. Intrygujące. Polecam.
Inni napisali:
Historia roi się od postaci niezwykłych, z których wiele wydaje się na tyle fantastycznymi, że trudno uwierzyć, by istniały naprawdę. Taki chociażby Richard Burton (1821-1890), który podróżował i walczył na pięciu kontynentach, w przebraniu dotarł do zamkniętej dla niewiernych Mekki, poszukiwał źródeł Nilu i zdobywał szczyt Kamerunu. Poza tym znał 29 języków obcych i 11 dialektów, swoje odkrycia opisywał w książkach i przetłumaczył na angielski Opowieści 1001 nocy. Po cóż więc wymyślać nowych intrygujących bohaterów, jeśli tacy jak Burton są pod ręką? Właśnie dlatego Farmer uczynił go główną postacią powieści Gdzie wasze ciała porzucone. Bo tylko tego rodzaju bohater – wszechstronny, inteligentny, o niezwykłych umiejętnościach – mógł podołać zadaniom, które autor na niego nałożył. Już na samym początku bohater… umiera. Ale po śmierci w naszym świecie, zostaje wskrzeszony w zupełnie nowym. Powoli poznaje rządzące nim prawa, dowiaduje się, że po ożywieniu zostali tu zgromadzeni w zasadzie wszyscy ludzie, którzy kiedykolwiek żyli na Ziemi. Rozmieszczeni wzdłuż gigantycznej Rzeki opływającej glob, przeżywają swoje życie po życiu. Większość z nich powiela stare wzorce swoich kultur i religii, powtarzając wyuczony zestaw okrucieństw i podłości wobec bliźnich. Tylko nieliczni są przekonani, że oto otrzymali drugą szansę, aby przeżyć swoje życie dobrze i zasłużyć na prawdziwe zbawienie.

Opętani - Chuck Palahniuk
Niedotrwałęm do końca. W połowie byłęm już całkowicie znudzony, obojętny i zniechęcony. Książka jest w moim odczuciu nudna… Aż nie chce mi się więcej o niej pisać i marnować słów…
Nota wydawcy
“Opętani” to opowieść o koszmarach, ale nie o tych, które dręczą dzieci we śnie, tylko o upiorach i lękach prześladujących nas na jawie.
Głównym miejscem akcji jest “ustronie pisarzy”, czyli stary, opuszczony teatr, luźno wzorowany na Villi Diodati nad jeziorem Genewskim, gdzie Lord Byron gościł Mary Shelley i kilku innych pisarzy, którzy podczas deszczowego lata opowiadali sobie straszne historie, a opowieść Mary Shelley stała się zalążkiem słynnego “Frankensteina”. Pisarzom uwięzionym w teatrze brakuje talentu i ochoty do pracy, ale dla sławy gotowi są na wszystko. Kiedy w zamkniętym na głucho budynku zaczyna brakować jedzenia, przestają działać urządzenia i niebezpiecznie spada temperatura, bohaterowie opowiadają sobie własne horrory.

Złe małpy - Matt Ruff
Powieść, a raczej opowieść, wciągneła mnie już od samego początku. Dlaczego? Może dlatego, że czyta się tą książkę niezwykle szybko. Zwroty akcji, które pojawiają się coraz częściej sprawiają, że czytelnikowi wydaje się, iż pędzie z coraz większą prędkością. Strona pierwsza, setna, koniec. Więc bardzo dobrze się bawiłęm, a jednocześnie nie zdążyłem się znudzić kolejnymi wciąż zakrętami. Jak na symulatorze wyścigówki po pokręconym torze. 5 okrążeń cieszy. 20 już męczy… Pomijając szaleńczy pęd powieści to i pomysł mi się podobał. Fantastyczny. W znaczeniu, nie że fenomenalny ale raczej, że to takie science-fiction. Może i pełno tutaj ogranych motywów. Ale czego trzeba więcej, żeby “lekko się rozerwać”. Po takim Ślepowidzeniu Wattsa - całkiem miłą odmiana.
Robert Ostaszewski (PortalKryminalny.pl) tak napisał o Złych małpach:
Amerykanin Matt Ruff jest ponoć pisarzem kultowym. Cóż, przymiotnik „kultowy” mocno się zdewaluował, niemal każdego tygodnia słyszę/czytam, że ktoś/coś uzyskał/o właśnie status kultowości. Ruff kultowy? Wolne żarty… Jest to bez wątpienia prozaik obdarzony pokręconą wyobraźnią, sprawny, dla którego nie ma większego znaczenia, czy pisze o ludziach, smokach, robotach czy rekinach-ludojadach (kto ciekaw, może zajrzeć do wcześniej przetłumaczonych na polski powieści tego autora: Głupca na wzgórzu oraz Ścieki, gaz i prąd).

Struktura - Michał Protasiuk
Właściwie nie spodziewałem się czegoś rewelacyjnego. Tymczasem zostałem miło zaskoczony całkiem fajnym czytadłem. Niby hard SF, ale takie z dopiskiem light. Czyli - dobrze zrobiona rozrywka w klimatach fantastyki wtapiającej się własciwie w naszą codzienność. Książeczkę czyta się szybko. Czas miło mija. Fajna lektura…
Inni o książce:
Michał Protasiuk zadebiutował w 2006 roku powieścią „Punkt Omega”, wydaną przez Wydawnictwo Dolnośląskie. Po trzech latach ta sama oficyna przekazuje w nasze czytelnicze ręce kolejny tekst tego autora, „opowieść korporacyjną” – „Strukturę”. Czego możemy się po niej spodziewać?
Wydarzenia opisane w „Strukturze” rozgrywają się w niedalekiej przeszłości w Warszawie. Główny bohater, Maciej Stąpor, to właściciel niewielkiej firmy konsultingowej BRAINSoft. Prężnie działające przedsiębiorstwo niespodziewanie traci wszystkich kontrahentów, a postawiony w sytuacji patowej Maciej decyduje się przyjąć propozycję pracy w dużej korporacji InCorp. Ma dołączyć do grupy programistów pracujących nad sztuczną inteligencją. Wszystko układa się dobrze, dopóki bohater nie dostaje wiadomości od Janusza Kusia, dawnego pracownika InCorpu i nie dowiaduje się o istnieniu tajemniczej Struktury.

Ślepowidzenie - Peter Watts
Musze przyznać szczerze, ze książka “miażdży mózg”. Jest niesamowita. Zapiera dech. Fakt, że jest dość trudna w odbiorze, ale to HARD science-fiction a nie jakies bzdury, gdzie wszystko tłumaczy się czarami lub sprzecznymi z czymkolwiek (nauką na poziomie podstawówki) teoriami. Przypisy, lista 144 odnosników jest niesamowita. No i po takiej lekturze znów bede mial problem z doborem lektury, która mnie wciągnie i nie będzie wydawała sie płaska i nijaka. Nie ma to jak zbyt dobrze zaczac sezon czytelniczy…
Wyszperane w sieci:
„Pierwszy kontakt”, oj tak, na ten temat powstało już z tysiąc teorii, setka filmów i seriali oraz równie dużo książek. Najczęściej to przylatują zielone ludki i atakują naszą matkę Ziemię, lub są to jajogłowe chude stworki, które przylatują w pokoju, a rząd USA poddaje ich ciała sekcji i zamyka w słoikach, tak dla potomności chyba. Oczywiście są jeszcze wersje na wesoło gdzie „Marsjanie Atakują” lub przybywają grać z MJem w „Kosmicznym Meczu”. Fascynujący jest ten pierwszy kontakt naszej podłej i zacofanej cywilizacji z cudowną cywilizacją przybyszów zza czarnej pustki nieskończonego kosmosu.

Neil Gaiman – Amerykańscy Bogowie
Niestety nie dałam rady przebrnąć przez więcej niż 76 stron. Widać proza Gaimana nie jest mi pisana. To moje drugie podejście do jego książek. Pierwsze, jakiś czas temu, już nie pamiętam co to było. Ale wynik był podobny. Znudzenie i odrzucenie. Tak więc Amerykańscy Bogowie skończyli się tym razem na stronie 76. Dalej nie mam ochoty czytać. Czytanie mnie męczy. Uważam, że nie dzieje się tam nic ciekawego, a nawet jeśli można uznać to za ciekawe to podana forma jest dla mnie niestrawna. Cóż, każdy ma swoich ulubionych jak i anty-ulubionych autorów. Jednych się lubi czytać, innych omija się z daleka.
Ja będę już Neila Gaimana omijał, choćby nie wiem jakie pochlebne recenzje zbierał… W końcu to nie grzech, czegoś nie lubić, a lubić coś innego! Choć pewnie zaraz w komentarzach posypią się na mnie gromy, za to, że nie uznałem boskości kultowej książki, jaką już dawno okrzyknięto Amerykańskich Bogów…

Odd Thomas - Dean Koontz
Powieść Odd Thomas, to średniej wielkości książeczka autorstwa Deana Koontza. Sięgnąłem po nią, bo dawno, dawno temu czytałem ostatnią książkę Koontza. Jak sobie przypominam to było wtedy, gdy Koontz zaczął się pojawiać na naszym rynku. Więc stare czasy. Pamiętam, że wtedy książki Koontza były dla mnie “dziwne”. Nie zachwycały jakoś szczególnie, ale też nie odrzucały. Było w nicvh coś takiego, że czytało się jednak dalej, by poznać zakończenie. Zastanawiałęm się jak będzie teraz…
Odd Thomas to opowieśc o zwykłym młodym facecie żyjącym w zwykłym małym miasteczku. Nie. Stop. Jego życie nei jest takie zwykłe. Odd Thomas pochodzi z rozbitej rodziny. MAtka wariatka, żyje sama, czerpiąc środki do życia z alimentów. Dla sąsiadów jest cudną kobietą i sympatyczną sąsiadką. Trochę dziwną, alenie specjalnie, by się nad tym zastanawaić. Natomiast jej podejście do życia wyklucza jakiekolwiek problemy. Z założenia nie dotykają jej. Choć istnieją. Jak się nie trudno domyślić jej syn, Odd, był i jest jednym z takich problemów. A skoro tak, odsunęła go od siebie. Ojciec Odda zaś jest nałogowym pożeraczem młodych kobiet. On także niespecjalnie przepada za swoim dzieckiem. Co za tym idzie Odd jest na świecie sam, nie licząc swojej dziewczyny i kilku przyjaciół, którzy znają jego sekret. A sekretem tym jest, że Odd Thomas widuje duchy zmarłych. Widuje i komunikuje się z nimi, choć jest to raczej komunikacja w trybie odczytu przekazu z zaświatów. Po za zmarłymi Odd widuje także inne niewidoczne dla zwykłych ludzi “zjawiska”.
