Viriconium - M. John Harrison

08/08/2009 By: GrafZero Kategoria: Opinie o książce niebawem..., Uczta Wyobraźni

viriconium-m-john-harrison-2009.jpgINNI O KSIĄŻCE:

Przyznam szczerze, że dwie ostatnie premiery w Uczcie Wyobraźni trochę mnie zmieszały – zamiast New Weird, którego się spodziewałem, dostałem Ślepowidzenie i Accelerando, powieści hard science fiction. Fantastykę naukową cenię, ale mimo wszystko nie chciałbym, żeby jedna z najciekawszych serii wydawniczych w naszym kraju zamiast najbardziej interesujących tekstów fantastycznych serwowała nam tylko i wyłącznie science fiction. Na szczęście pojawiło się Viriconium, którego klasyfikowanie do którejkolwiek z szufladek byłoby czystym szaleństwem.

Na Ziemi zapanował Zmierzch. Nasza planeta po cywilizacyjnym rozkwicie Popołudnia powoli upada. Mieszkańcy centrum świata, Viriconium, są tylko marnymi uczniakami w porównaniu z potężnymi prekursorami nauki: dawni mistrzowie pozostawili po sobie maszyny, które współcześni ledwo potrafią obsługiwać. Sytuacji wcale nie poprawia to, że nad Viriconium wisi widmo wielkiej wojny. Wszystko wskazuje na to, że niedługo rozegra się bitwa o dalszy los ludzkości.

Po przeczytaniu powyższego streszczenia, zapewne widzicie obraz trochę przekombinowanej powieści science fiction z dekadentyzmem w tle. Nic bardziej mylnego – chyba że usunąć “trochę”, a “przekombinowanie” wyprać z jego pejoratywnego znaczenia. Bowiem – możecie być tego pewni – Harrisom wcale swojej wyobraźni nie hamował. Wręcz przeciwnie! W Pastelowym Mieście skomplikowana technologia bez większych problemów miesza się z pojedynkami na miecze i sztylety, łącząc to wszystko z iście gotyckimi wstawkami. Zresztą trudno jednoznacznie stwierdzić, co w Viriconium jest prawdą, a co tylko iluzją.

Niemały wpływ ma na to styl Harrisona. Autor posługuje się niesamowicie długimi zdaniami, potrafi zbudować scenę praktycznie jednym, bardzo złożonym wypowiedzeniem. Przy tym wcale nie zamyka się w zdaniach monotematycznych: przed kropką zdarza mu się omówić kilka odrębnych sytuacji, “nawarstwiając” narrację. Przy tym, o czym już wspomniałem, nie daje czytelnikowi jasno do zrozumienia, co jest rzeczywistością, a co tylko snem lub majakiem – trzeba do tego powoli dochodzić, koncentrować się na przebiegu akcji. Przygotujcie się na to, że będziecie zmuszeni do samodzielnego kontrolowania krok po kroku tego, co się w książce dzieje; inaczej możecie podążyć za postaciami drogą do szaleństwa i zgubić się w wielokanałowej narracji Harrisona.

Zresztą nie byłbym taki pewny, czy autor właśnie tego nie chciał: wepchnięcia czytelnika na ścieżki, którymi kroczą bohaterowie. A te, jak właściwie wszystko w Viriconium, to pomieszanie rzeczywistości z iluzją. Postaci, szczególnie w końcowych fragmentach, najczęściej żyją w zawieszeniu między światem a jego fantasmagorycznym odbiciem. Trudno nawet oceniać bohaterów w tradycyjnej skali prawdopodobni-nieprawdopodobni, gdyż Harrison w całej książce udowadnia, że dla niego nieprawdopodobnych rzeczy nie ma. Szaleństwo poszczególnych bohaterów jest opisane tak niesamowicie, że aż chce się w nie wierzyć – wizje porywają z ogromną mocą.

Do całej złożoności związanej z dualizmem rzeczywistości Pastelowego Miasta dochodzi jeszcze dosyć niezwykła kompozycja powieści. Nie wiem zresztą, czy “powieść” to dobre sformułowanie – Viriconium to raczej zbiór opowieści, które zazębiają się ze sobą w mniej lub bardziej widoczny sposób, sprawiając wrażenie bardzo subtelnie ułożonej mozaiki. Bohaterowie jednych fragmentów są ledwie wspomniani w innych, czasami narrator przybliża nam sytuacje będącą kanwą dla legend. Wszystko to jednak łączy jedno, najważniejsze wręcz spoiwo: Viriconium. Historia tego niesamowitego miasta staje się idee fixe autora, która spycha poszczególnych bohaterów i ich losy na dalszy plan.

Jeśli niezbyt wiecie, o co chodzi z tym całym New Weird, o którym wszyscy tyle gadają, a chcielibyście się dowiedzieć – nowa książka z Uczty Wyobraźni nadaje się do tego wybornie. Uniwersum Viriconium – mimo tego, że powstało ponad 30 lat temu – wciąż inspiruje młodych autorów (czego wcześniejsze teksty z rzeczonej UW są przykładami) – zresztą nic w tym dziwnego, gdyż Harrison znalazł przepis na lekturę ponadczasową. Sprawdźcie, jak wygląda protoplasta New Weird – nie pożałujecie.

Autor: Bartosz ‘Zicocu’ Szczyżański
Redakcja: Michał ‘M.S.’ Smętek

Źródło: http://ksiazki.polter.pl/Viriconium-M-John-Harrison-c19686

Brak komentarzy »

Nikt tego jeszcze nie skomentował.

Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz