David Peace - Nineteen seventy-four (1999)

David Peace - Nineteen seventy-four (1999)Czy ma jakiś sens kończenie lektury cyklu powieściowego pierwszym tomem owego cyklu? W sumie chyba tak, szczególnie biorąc pod uwagę, że nie ma się innego wyjścia (bo przeczytać trzeba), a za to ma się świadomość że i tak można znów sięgnąć po kolejne części, nieprawdaż?

Tak właśnie jest ze mną w przypadku cyklu Davida Peace’a. Cóż, przeczytanie pierwszego tomu rozjaśniło mi kilka niejasności z tomów późniejszych. Co prawda niezbyt wiele, ale zawsze coś. Teraz dokładnie wiem jak to się wszystko zaczęło. Bardzo dokładnie. Z wieloma szczegółami. I mam coraz większą ochotę by powrócić znów do kolejnych tomów.

Otóż już na pocztąku lat 70-tych na terenie Yorkshire zaczęły ginąć dziewczynki. Małe dziewczynki. Ed Dunford - świeżo upieczony korespondent spraw kryminalnych - po kolejnym zaginięciu zostaje skierowany przez swoją gazetę (ten sam co później ‘Evening post’) do śledzenia tego tematu, węszenia po dziennikarsku. Mimo iż Ed jest swój - tzn. pochodzi z tych okolic - to jednak nie było go tu przez jakiś czas i niezbyt się orientuje w takim miejscowym ‘who is who’ i w miejscowych realiach.

Kilka dni do świąt, a dla Eda rozpoczyna się ’sezon w piekle’. Ludzie wokół niego zaczynają ginąć. Na początku śmiercią naturalna ginie jego ojciec. Lecz później nie jest już tak naturalnie. Ludzie z którymi się spotyka zazwyczaj giną, i to dość krwawo. Ed stara się odkryć kto i dlaczego zabija, mimo iż wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią mu że powinien dać sobie z tym spokój. Wszystkie szczegóły i poszlaki jakie zdobywa łączą mu się (niekoniecznie w całość). Tu wszystko jest powiązane tak czy inaczej, a on niezbyt wierzy w zbiegi okoliczności. Przynajmniej nie w takiej liczbie. Do tego jeszcze - ambicjonalnie - denerwuje go obecność obok kolegi po fachu, który może mu odebrać temat na artykuł. Presja jest więc nie byle jaka…

Bohaterowie z książki na książkę są ciągle ci sami. Ta sprawa będzie wracać przez wiele lat z nowymi morderstwami i nikt jej nie będzie mógł rozwiązać, bo tutaj u Peace’a każdy podchodzi do niej od innej strony, a ukrycie pewnych, ważnych poszlak nie jest wcale takie trudne.  Korupcja w brudnym i zimnym Yorkshire zimy 1974 roku, gdzie każdy może być twoim wrogiem, gdzie zupełnie nieoczekiwanie może się okazać że masz coś na sumieniu. To ostudza zapędy. Chroni tajemnice.

Peace doskonale oddaje realia brudnego ‘zadupia’ Anglii (bez urazy, to Yorkshire Leeds kojarzy mi się z takimi  brudnymi, zaniedbanymi okolicami Katowic), gdzie dzieje się coś wykraczającego poza zrozumienie tych ludzi. Mamy tu samosądy, które przechodzą bez echa. A cała ta sprawa w oczach dziennikarzy to prawie jak sprawozdania sportowe w stylu: dziś jeszcze pierwsza strona - jutro już ósma. Wręcz przyjmowane są zakłady jak długo to się jeszcze utrzyma na topie wiadomości bez nowego zaginięcia.  Język jakiego używa Peace jest pełen powtórzeń i niedopowiedzeń. momentami to wręcz współczesna biała poezja.
 
Może to i nie jest najlepszy tom cyklu, ale mam tą świadomość, że w innych poszło mu to o wiele lepiej. I dosadniej. Przecież ten tom to dopiero początek sieci niedomówień i brudnych rąk. I tak gdy wydadzą to wreszcie w Polsce to mam nadzieje, że z naklejką ‘Gorąco polecam – Kenny’.

Kenny

Brak komentarzy »

Nikt tego jeszcze nie skomentował.

Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz