<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress/2.3.1" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>
<channel>
	<title>Komentarze do wpisu: Chuck Palahniuk – Dziennik (Diary, 2003)</title>
	<link>http://grafzero.com/2008/07/03/chuck-palahniuk-%e2%80%93-dziennik-diary-2003/</link>
	<description>GrafZero.com :: Amatorski portal o literaturze i tematach pokrewnych</description>
	<pubDate>Tue, 21 Apr 2026 13:05:05 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.3.1</generator>
		<item>
		<title>Przez: Wielki Impresario</title>
		<link>http://grafzero.com/2008/07/03/chuck-palahniuk-%e2%80%93-dziennik-diary-2003/#comment-183</link>
		<dc:creator>Wielki Impresario</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 10 Apr 2009 21:56:16 +0000</pubDate>
		<guid>http://grafzero.com/2008/07/03/chuck-palahniuk-%e2%80%93-dziennik-diary-2003/#comment-183</guid>
		<description>Książki Palahniuk'a są jedyne w swoim rodzaju. Chyba jest to jedyny pisarz, który piszę w tak oryginalny sposób. Nagięcie "normalności" do krańców możliwości i do tego jeszcze troszkę pieprzu z nutką mądrości...</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Książki Palahniuk&#8217;a są jedyne w swoim rodzaju. Chyba jest to jedyny pisarz, który piszę w tak oryginalny sposób. Nagięcie &#8220;normalności&#8221; do krańców możliwości i do tego jeszcze troszkę pieprzu z nutką mądrości&#8230;</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Przez: SK</title>
		<link>http://grafzero.com/2008/07/03/chuck-palahniuk-%e2%80%93-dziennik-diary-2003/#comment-26</link>
		<dc:creator>SK</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 05 Jul 2008 14:14:22 +0000</pubDate>
		<guid>http://grafzero.com/2008/07/03/chuck-palahniuk-%e2%80%93-dziennik-diary-2003/#comment-26</guid>
		<description>Chuck Palahniuk – Dziennik (Diary, 2003)

Czytanie Palahniuka to jak uderzanie się obuchem w głowę. Boli, ale uderzamy nadal. Szumi, ale uderzamy nadal. Palahniuk prostymi słowami opowiada historie, od których dostajemy dreszczy. Proste słowa, proste gesty, a buduje nastrój grozy-zagubienia, samotności-zatracenia. Jego proza to cicha, zabijająca eksplozja, poruszająca do głębi, często przerażająca. Czytelnik zaczyna zastanawiać się nad pojawiającymi go obrazami, a zaraz za refleksją przychodzi smutek o głębi niezmierzonej, bezdennej, więc niewyobrażalnej. Jeśli doczytałeś (-łaś?) do tego miejsca to czas na dwa drinki, dwie aspiryny. I jeszcze raz. 

Bo wkraczamy w świat jakże odmienny i jednocześnie jakże podobny do tego, który nas otacza. Czy może raczej otacza amerykanów w ich odległej Ameryce. Tu może się człowiek natknąć na pewien problem, problem kulturowy. Nasz problem. A jest nim brak odniesienia. Nie jesteśmy społeczeństwem na wskroś konsumpcyjnym. Owszem, Polacy od ponad 20 lat starają się jak mogą przejąć wszystkie wzorce ze „zgniłego zachodu”. Mogę to zrozumieć, łatwiej przejąć popkulturę i zachowania od największego narodu świata, wpływowego narodu, od mieszkańców nowego świata. W końcu to nasi odkryli Amerykę, potem tam pojechali, złupili, osiedlili się. Więc korzenie mamy wspólne. Poniekąd. Bo u nas przed długi czas zamiast konsumpcjonizmu mieliśmy komunizm, który jak się wydaje, dalej tkwi głęboko wrośnięty w Polaków. I co gorsza – w młode pokolenia także. Te hołdujące sieci McDonald's i MTV. Takie dziwadła, połączenie swojskiej postkomunistycznej strzygi z innoświatowym Boogiemanem z amerykańskiego snu przerażonego dziecka.

Innymi słowy – u nas nie mamy do czynienia z takim światem i z takimi problemami. A skoro tak, to czas na dwa drinki, dwie aspiryny. I jeszcze raz.

Palahniuk zabiera nas na wycieczkę po różnych zakątkach Ameryki. Tej mniej znanej Ameryki. Jednocześnie jest to wędrówka w głąb amerykańskich głów. W głąb ich problemów, fobii, pragnień, rozterek, rozczarowań. W głąb ich alienacji i samotności. W głąb braku zrozumienia. W głąb ich własnych światów. Odgrodzonych od rzeczywistości. Odgrodzonych od Ameryki. Będących ich Ameryką. Będących pustką, ich egzystencjonalną pustka. Refleksją nad straconym czasem, pogubionych ideałach, straconych szansach, o wielkich porażkach zwykłych ludzi. Stracone życia. I wtedy dostajemy, jak obuchem po głowie – przychodzi czas refleksji. I jeszcze jeden drink. I aspiryna. I jeszcze raz...</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Chuck Palahniuk – Dziennik (Diary, 2003)</p>
<p>Czytanie Palahniuka to jak uderzanie się obuchem w głowę. Boli, ale uderzamy nadal. Szumi, ale uderzamy nadal. Palahniuk prostymi słowami opowiada historie, od których dostajemy dreszczy. Proste słowa, proste gesty, a buduje nastrój grozy-zagubienia, samotności-zatracenia. Jego proza to cicha, zabijająca eksplozja, poruszająca do głębi, często przerażająca. Czytelnik zaczyna zastanawiać się nad pojawiającymi go obrazami, a zaraz za refleksją przychodzi smutek o głębi niezmierzonej, bezdennej, więc niewyobrażalnej. Jeśli doczytałeś (-łaś?) do tego miejsca to czas na dwa drinki, dwie aspiryny. I jeszcze raz. </p>
<p>Bo wkraczamy w świat jakże odmienny i jednocześnie jakże podobny do tego, który nas otacza. Czy może raczej otacza amerykanów w ich odległej Ameryce. Tu może się człowiek natknąć na pewien problem, problem kulturowy. Nasz problem. A jest nim brak odniesienia. Nie jesteśmy społeczeństwem na wskroś konsumpcyjnym. Owszem, Polacy od ponad 20 lat starają się jak mogą przejąć wszystkie wzorce ze „zgniłego zachodu”. Mogę to zrozumieć, łatwiej przejąć popkulturę i zachowania od największego narodu świata, wpływowego narodu, od mieszkańców nowego świata. W końcu to nasi odkryli Amerykę, potem tam pojechali, złupili, osiedlili się. Więc korzenie mamy wspólne. Poniekąd. Bo u nas przed długi czas zamiast konsumpcjonizmu mieliśmy komunizm, który jak się wydaje, dalej tkwi głęboko wrośnięty w Polaków. I co gorsza – w młode pokolenia także. Te hołdujące sieci McDonald&#8217;s i MTV. Takie dziwadła, połączenie swojskiej postkomunistycznej strzygi z innoświatowym Boogiemanem z amerykańskiego snu przerażonego dziecka.</p>
<p>Innymi słowy – u nas nie mamy do czynienia z takim światem i z takimi problemami. A skoro tak, to czas na dwa drinki, dwie aspiryny. I jeszcze raz.</p>
<p>Palahniuk zabiera nas na wycieczkę po różnych zakątkach Ameryki. Tej mniej znanej Ameryki. Jednocześnie jest to wędrówka w głąb amerykańskich głów. W głąb ich problemów, fobii, pragnień, rozterek, rozczarowań. W głąb ich alienacji i samotności. W głąb braku zrozumienia. W głąb ich własnych światów. Odgrodzonych od rzeczywistości. Odgrodzonych od Ameryki. Będących ich Ameryką. Będących pustką, ich egzystencjonalną pustka. Refleksją nad straconym czasem, pogubionych ideałach, straconych szansach, o wielkich porażkach zwykłych ludzi. Stracone życia. I wtedy dostajemy, jak obuchem po głowie – przychodzi czas refleksji. I jeszcze jeden drink. I aspiryna. I jeszcze raz&#8230;</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
